Archiwa blogu

Po spadku dalej góra emocji

Nadwiślan Góra – Przemsza Siewierz 1:1 (0:0), 7. kolejka IV ligi, 11.09.2016

1

Wydawało się, że w obliczu spadku z centralnego szczebla, ruiny finansowej i zamieszania wokół zaproszenia na przymusowe kilka dni urlopu, które od organów ścigania otrzymał dyrektor sportowy klubu Robert Szuster, piłkarskie światło w Górze może na jakiś czas zostać zgaszone.

Tymczasem Nadwiślanowi udało się dopiąć formalności niezbędnych do występów w IV lidze, a w ostatnich dniach okresu przygotowawczego zmontować kadrę i zatrudnić przyzwoitego trenera.

3

4

Osoby, które nie miały jeszcze okazji zajrzeć do Góry po spadku z II ligi, na IV-ligowej potyczce mogły raczej spodziewać się pustek na trybunach i typowo piknikowej, sennej atmosfery. Nic bardziej mylnego. Obejrzeć na żywo dzisiejszy mecz przyszło ok. 300 osób, a trybuny były równie żwawe co przed spadkiem. Czuć było atmosferę meczu, a nie jakiegoś gówna. Dzieci, starzy, młodzi, w krawatach, w klapkach, z zębami, bez zębów – przekrój lokalnej społeczności.

img_4536

img_4511

Jedyną z niewielu rzeczy, różniących spotkanie ligi regionalnej od centralnej, był brak cateringu. A szkoda, sprzedawcy zbiliby fortunę, alkohol lał się hektolitrami, a gdy zabrakło, uzupełniający zapasy udawali się do sklepu nieopodal, wracając z pełnymi siatkami.

Mecz oglądało się rewelacyjnie, mało kopaniny w środku pola, więcej pod polem karnym, odbiory, straty, kontry… W pierwszej połowie Nadwiślan zdominował przeciwnika, stwarzając kilka, jeśli nie kilkanaście stuprocentowych okazji do objęcia prowadzenia. Bez efektu.

img_4541

– Taa, w każdej przeciwnej drużynie bramkarze są świetni – narzekano na skuteczność

– Cały tydzień człowiek spokojny, a w niedzielę musi się wkurwiać, jak nie w kościele cię wkurwią to na boisku – odezwał się inny głos na trybunie

Po zmianie stron Przemsza nieco się ogarnęła, nie pozwalając gospodarzom na tak łatwe przedostawanie się pod bramkę co w pierwszej połowie, przy tym samemu sporo mieszając w ofensywie.

Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się bezbramkowym remisem, ok. 86 minuty, po dość przypadkowej akcji i długiej piłce pod pole karne, gościom udało się trafić do siatki. Szczęśliwie dla gospodarzy, w doliczonym czasie gry górzanie wywalczyli rzut karny, po którym wynik zawodów został ustalony na 1:1.

npp

Nie ma wątpliwości, po której stronie Górnego Śląska stoi Góra. NIEBIESKI POWIAT PSZCZYŃSKI!

img_4501

Sporo niedzielnego popołudnia nasłuchał się arbiter liniowy, który przy 80% podań doszukiwał się spalonego, nawet w najbardziej absurdalnych sytuacjach. Sędziemu głównemu również, w oldschoolowym stylu, zawołano, że „We Wrocławiu już o pana pytają”. Pod tym względem jegomoście wznoszący (przy użyciu kieliszków) na trybunie toasty wykazali się kindersztubą. Per „pan”, żadne tam walenie „na ty”.

W drugiej połowie, może w 65., może w 70. minucie, na murawie w drużynie gospodarzy pojawił się Kamil Szostek, który praktycznie do końcowego gwizdka nie zaliczył ani jednego dobrego zagrania. Nie potrafił przytrzymać piłki, dokładniej dograć, na siłę próbował dryblingów. Jako, że biegał na skrzydle, jego sportowa postawa została dostrzeżona przez trybuny, z których padło kilka komentarzy podsumowujących dokonania zmiennika. Sytuacyjnych komentarzy, nic osobistego. W ramach rewanżu, Szostek pokazał swoim kibicom powszechnie znany gest – dłoń imitującą kłapiącą gębę. Gwiazdorstwo, zero szacunku dla starszych i jakiejkolwiek pokory. Tym bardziej, gdy na boisku jest się najsłabszym ogniwem.

Z kolei najlepiej prezentującym się zawodnikiem meczu Nadwiślana z Przemszą był środkowy pomocnik górzan Łukasz Szczygieł, w poprzednich sezonach rezerwowy Grunwaldu Halemba. Zresztą – gola z karnego, wywalczonego przez Szczygła, strzelił Tomasz Szpoton, dawniej również grajek Grunwaldu. To taki symboliczny akcent, bo przecież Halembę nie raz – nie dwa się odwiedzało…

Pożegnanie z Górą? Nie do końca!

Nadwiślan Góra – Puszcza Niepołomice 3:2 (3:2), 33. kolejka II ligi, 28.05.2016

mecz środek

W bieżącym sezonie w II lidze Nadwiślan jest trochę jak Rozwój na zapleczu ekstraklasy – od początku skazywany na porażkę, po – poza pojedynczymi seriami – słabej jesieni, zimą w zaciszu robiąc swoje, by wiosną nieco odkręcić się, napsuć krwi rywalom, i mimo indywidualności i zespołu nie tak słabego, jak wskazywałaby tabela, ostatecznie na dwie kolejki przed końcem sezonu, mając już tylko iluzoryczne szanse na opuszczenie strefy spadkowej.

Gdy mniej więcej półtora tygodnia temu media podały informację o aresztowaniu dyrektora sportowego i głównego sternika finansów Nadwiślana, Roberta Sz., co (póki co nieoficjalnie) oznacza agonię funkcjonowania klubu z Góry na (nazwijmy to) przyzwoitym szczeblu rozgrywkowym, jakoś tak ponuro się zrobiło…

Bo dla mnie Nadwiślan to kawał historii. Góra jest wioską w województwie śląskim, w podregionie tyskim, położoną nieopodal  końcowego odcinka drogi między Katowicami a Bielskiem, o niespełna 3-tysięcznej liczbie mieszkańców. W 2010 roku awans do IV ligi, w 2013 awans do III, by jako beniaminek wygrać rozgrywki i od kolejnego sezonu występować na centralnym szczeblu. Zostawiając w pokonanym polu parę lokalnych klubów o – wydawałoby się – większych aspiracjach, przy tym wręcz ośmieszając BKS Stal Bielsko-Biała, który o awans do II ligi bezskutecznie walczy od wielu lat, dodatkowo „podbierając” mu zawodników.

drogowskaz stadion

W II lidze Nadwiślan także zapisał się na kartach historii. To w Górze Rozwój Katowice świętował awans na zaplecze ekstraklasy, a w spotkaniu przeciwko Nadwiślanowi, przegranemu u siebie 0:4, Raków Częstochowa został pozbawiony bezpośredniego awansu do I ligi (pod koniec czerwca przegrywając również baraż z Siedlcami). Między listopadem 2014 a czerwcem 2015 stadion w Górze był niezdobytą twierdzą, a drużyna kierowana przez trenera Adama Noconia wiosną jak walec przejeżdżała po II-ligowych rywalach, w sumie w rundzie rewanżowej przegrywając tylko trzy spotkania.

Nie można pominąć, że w lipcu 2015 górzanie gościli ekstraklasowicza – Zagłębie Lubin – przy okazji 1/32 Pucharu Polski, a spotkanie z trybun, w 3-tysięcznej miejscowości, obejrzało prawie 1000 osób.

No i absolutnym hitem było to, że w trwającym sezonie Nadwiślan znalazł się na tym samym szczeblu rozgrywkowym, co GKS Tychy.

Pamiętam swoją pierwszą wizytę w Górze (relacja TU), podczas której, co nie wymagało zresztą specjalnej błyskotliwości, zauważyć się dała pewna niezgodność między sportową skalą a jej umiejscowieniem. Bo skąd w gminie, która jest w stanie zaoferować co najwyżej kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznej dotacji, środki na utrzymanie drużyny na centralnym szczeblu?

No i sponsor strategiczny – spółka Blue Ocean Finance – zarejestrowana w Katowicach w 2014 roku…

Ale nie ferujmy wyroków – póki sprawa Roberta Sz. nie zostanie oficjalnie wyjaśniona.

W każdym razie – zawsze Górę odwiedzało się z sentymentem, tamtejszy klimat bardzo dobrze sprawował się w sytuacjach, gdy chciało się choć na 90 minut odpocząć od bluzgów, głośnego dopingu czy racowego dymu.

PATRONI

Mimo zapowiadanych nawałnic i przeciętnego pod kątem atrakcyjności przeciwnika, z towarzyszami wycieczki wybraliśmy się na mecz Nadwiślana, mając świadomość, że może być to nasze pożegnanie z Górą.

NI9DY

OSP

PM

Stadion położony niczym na końcu świata – bo dalej już tylko las i coś przypominającego staw. Za bramą – którą w dniu meczowym mogą przekroczyć tylko osoby o specjalnym statusie – znajduje się także biblioteka, Dom Socjalny i siedziba Ochotniczej Straży Pożarnej. Sektor VIP na wysokości linii środkowych, między jedną a drugą ławką rezerwowych. Dookoła boiska pozasadzane tuje.

BILETTT

stadion z vipa

Miejsca dla zwykłych śmiertelników są z drugiej strony – trybuna kryta, mały niezadaszony sektor i ogródek piwny, gdzie współczynnik zapełnienia przeważnie jest największy spośród wszystkich wymienionych możliwości.

ogródek

ogródek zajtą

IMG_2932

Chociaż nastrój miałem „spadkowy”, mało kto spośród kibiców Nadwiślana go podzielał. Wszyscy dyskutowali, analizowali tabelę i wierzyli, że za parę minut, wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego, rozpocznie się ostatni akt scenariusza, dającego górzanom utrzymanie.

IMG_2959

SPORTOWO

mecz środek wiad

Mecz był zwariowany, po dwóch trafieniach z rzutów karnych Bartłomieja Wasiluka i rasowej kontrze Mohameda Essama wespół z Piotrem Ceglarzem, w 21. minucie gospodarze prowadzili 3:0. Nim rozpoczął się trzeci kwadrans pierwszej połowy, było już 3:2, po bardzo dobrym wykorzystaniu stałych fragmentów przez Puszczę.

Mimo nerwówki, do przerwy utrzymane zostało jednobramkowe prowadzenie gospodarzy. Na drugą połowę Nadwiślan nie wyszedł cofnięty, ale mimo tego to goście prowadzili grę, zmuszając górzan do gonienia za piłką przez większość czasu.

mecz przód

Ale tak powinna wyglądać drużyna walcząca o utrzymanie – trener Wójcik żył na ławce, w całym spotkaniu uczestnicząc na stojąco, co chwila udzielając rad czy reprymend swoim piłkarzom. Zawodnicy zapieprzali z pełnym zaangażowaniem, nikt nie pozwalał sobie na „stojanowa” czy rozkładanie rąk, a Robert Błąkała parę razy znakomicie ustawiając się, uratował zespół przed startą trzeciego gola.

Puszcza również, zwłaszcza po zmianie stron, zaprezentowała się z dobrej strony, potrafiąc organizować się w ofensywie czy przemieszczając po boisku bez piłki, a waleczność – mimo końca sezonu i gry o pietruchę – należy docenić.

mecz tył

Na szczęście dla Nadwiślana, i „by liga była ciekawsza” – wynik do końca nie uległ zmianie i drużyna mogła zaśpiewać w kółku „Tak się bawi, tak się bawi Nadwiślan” i „Młodzi, gniewni, pojebani, Nadwiślan!”. Zasłużenie! 🙂 Spotkanie naprawdę dobrze się oglądało i chyba nikt z zebranych na stadionie nie żałował, że w ten sposób spędził sobotnie popołudnie.

Pomijając aspekty organizacyjne i finansowe perspektywy – w sezonie 2015/2016 górzanie nadal są w stanie osiągnąć rezultat ponad stan. Muszą jednak pokonać w Pruszkowie Znicza, który już tydzień temu zapewnił sobie awans na zaplecze ekstraklasy (co nie jest niemożliwe – w lipcu w Pucharze Polski Nadwiślan wygrał wyjazdowe spotkanie z drużyną z Mazowsza 1:0), a Olimpia Zambrów nie może zapunktować z walczącą o I ligę Wisłę Puławy.

MD

(przyp. red – autor nie stołuje się w McDonaldzie)