GALERIA: Marsz Niepodległości 2017

Święto na Muranowie: KSP – Widzew

Polonia Warszawa – Widzew Łódź 1:1 (1:0), 14. kolejka III ligi, 28.10.2017

2

Na spotkanie Polonii z Widzewem pompowano się już na długie tygodnie przed jego rozpoczęciem, fani Dumy Stolicy od początku września zapowiadali, że zrobią wszystko, by był to mecz zapamiętany na długie lata, mobilizując się do zapełnienia trybuny Kamiennej i uzbierania pięciocyfrowej kwoty na kilka zaplanowanych pokazów ultras.

Władcom Łodzi przeznaczono aż 1700 biletów, oczywiście w takiej liczbie czerwona armia szykowała przyjazd specjalem, dając poczuć klimat dawnych lat, kiedy mecze z prawdziwego zdarzenia RTS-owi przypadały trochę częściej niż raz na półtora roku. Aczkolwiek nie mamy wątpliwości, że jeszcze wrócą czasy, kiedy Widzew będzie grał o mistrzostwo Ekstraklasy…

Wraz z Widzewem, zapisy na wyjazd do stolicy przeprowadzali na swoich terenach – od Krakowa, przez Górny Śląsk aż po Toruń – wszyscy pozostali koalicjanci trzęsącego polską sceną kibicowską ugrupowania.

Kilkanaście dni przed meczem, na powierzchnię wypłynęła wiadomość o zakończeniu zgody na linii Czarne Koszule – Cracovia, wuchta spekulantów i pseudokumaterii od razu zabrała głos, że to wszystko pochodna zbyt dobrych kontaktów Polonii z Widzewem, natomiast w oficjalnym oświadczeniu przedstawiciele Polonii i Cracovii zdementowali wszystkie obiegające sieć farmazony, w tym również plotkę, jakoby czarę goryczy przelało przekazanie przez KSP Wiślakom 300 biletów na dzisiejszy mecz. Jakieś śmieszki zripostowały, że nie trzystu, a czterystu^^ (aczkolwiek w takiej liczbie to i na swoje wyjazdy Wisła nie zawsze jeździ).

Bardzo dużo w temacie zakończenia owej zgody mieli do powiedzenia zamieszkujący województwo mazowieckie sympatycy innego stołecznego klubu, zapowiadając, że najstarsza w Polsce sztama padła, a teraz „KSP będzie całować się z Widzewem, a jakimś dziwnym trafem podczas niedawnych nocnych harców łodzian po Warszawie, grafy na Muranowie pozostały nietknięte”.

Show must go on…

0b

Po przekroczeniu bramy stadionu niewtajemniczeni mogli doznać lekkiego szoku, jako że na każdym kroku przewijały się tłumy Widzewiaków, a barwy gospodarzy i gości mieszały się od wejścia na sektor, przez stoisko cateringowe aż po kolejki do kibli.

132

161

112

Pomijając sektor gości, znaczna większość przyjezdnych zajęła bliższą klatce część trybuny głównej, bardzo dobrze oflagowując ogrodzenie. Pojawiły się między innymi płótna „Red Gladiators”, „You’ll never walk alone”, „U.L.K. ‘97”, „Warszawa”, fany Sochaczewa i Skierniewic, trans „SEREK PDW”, a oprócz tego, Niebiescy przywieźli flagi „Ś.P. Herman” i „Mikołów”, natomiast Elana – „Młodą Elanę” i trans „Włosek trzymaj się – Młoda Elana zawsze razem”.

156

67

152

216

Czerwona Armia została przyjaźnie powitana przez polonijnego spikera, na co cały stadion przy K6 zareagował brawami, a pierwszą zorganizowaną przyśpiewkę gospodarzy („To my, fani z Warszawy, ślad za nami krwawy”), tzn. bardziej jej zakończenie („Legia kurwa – tak jest, jebać łódzki KS”), Widzewiacy nagrodzili gromkimi oklaskami, po czym obie ekipy wspólnie odśpiewały LTSK.

23

Choć fani KSP zapowiadali oprawę już na wyjście grajków na murawę, w ostateczności to po stronie Widzewa zainaugurowano atrakcje ultras. Niedługo po pierwszym gwizdku, w górę poszybowała czarna sektorówka, na przedzie zamontowano trans z – bliźniaczo podobnym do pewnej słynnej flagi – hasłem „LUDZIE HORRORU”, czego uzupełnieniem była czerwona kartoniada i blask flar.

24

124

0z

Trybuna Kamienna, ozdobiona flagami „KONWIKTORSKA 6”, „DUMA STOLICY”, „DZIECI WARSZAWY”, „POLONIA WARSZAWA” z buldogiem i „FANATICS POLONIA”, prezentowała się naprawdę okazale. Frekwencja jak za najlepszych czasów, dodatkowo, zawsze przyjemny dla oka efekt, dał jednolity ubiór w białe, czerwone i czarne peleryny, plus wykorzystanie machajek.

1

144

79

Około 20. minuty Poloniści wyrzucili serpentyny, a w przekroju całego meczu trzeba przyznać, że doping gospodarzy miał lepsze (fajny klimat przyśpiewki „Kiedy szliśmy na Polonię, pięćdziesięciu było nas”) i gorsze momenty, i mimo wszystko to Widzew był lepiej słyszalny. Choć i tu przestoje się zdarzały, nie tyle na trybunie głównej, co w nominalnej klatce, gdzie nawet, usadowiona całkiem z brzegu młodzież z Torunia, w którymś momencie zarzuciła swoje „Toruńska Elana”.

269

Jak zostało już wspomniane, obie bandy poświęciły chwilę uwagi drugiemu ze stołecznych klubów, wspólnie wykonując LTSK czy „Kto nie skacze ten za Legią cwel”.

Jeszcze przed końcem pierwszej połowy, z trybuny Kamiennej poznikały flagi, natomiast zaraz po zmianie stron, ponownie to Widzewiacy zwrócili na siebie uwagę. Tym razem nie na głównej, a w sektorze gości, rozwinięto czerwono – biało – czerwony trans „ROSSO BIANCO ROSSI” (z co włoskiego oznacza właśnie „czerwono – biało – czerwoni”), utworzono las machajek, a całość po chwili rozjaśniło migoczące światło stroboskopów.

236

Oczywiście, w repertuarze wokalnym łodzian nie zabrakło miejsca na okrzyki sławiące Wisłę, Elanę i „Hej Niebiescy, ole!”. Między barwami RTS-u, można było zauważyć emblematy między innymi Wisły ze Skawiny, Niebieskich Mysłowic czy Niebieskiego Klimzowca, a Elanowcy wydali zgodowe czapki ZKS & RTS .

296

309

Około 65. minuty swój długi pokaz rozpoczęli fani Czarnych Koszul. Na płocie pojawił się transparent „Opętani czarną magią”, w wiadomym celu w centralnym punkcie młyna rozwinięto sektorówkę z logo Ultras Enigmy, którą następnie zastąpił efektowny podwieszany wizerunek czarnoksiężnika trzymającego (?) herb KSP. Po niedługim czasie, czarnoksiężnika podświetliły ognie wrocławskie i stroboskopy.

324b

324

Praktycznie od razu, gdy dopaliły się świecidełka, trans odnoszący się do czarnej magii zastąpiono hasłem „BO TO JEST STARA SZKOŁA OSTREGO JARANIA”, po czym trybuna Kamienna pogrążyła się w chaosie, na który złożyły się powiewające flagi na kijach i oczywiście różnego rodzaju piro – race, czarne świece dymne, stroboskopy, OW i co tam jeszcze fabryka dała.

362

387e

387c

387f

Mecz zakończył się remisem 1:1, z którego obiektywnie – mimo prowadzenia do przerwy – bardziej zadowoleni byli gospodarze, dziękując po ostatnim gwizdku drużynie za walkę.

408

Z kolei Widzewiacy – tak jak zapowiedzieli – „od pierwszej do ostatniej minuty będziemy dopingować na pełnej korbie, a ewentualne wymiany argumentów, zostawimy sobie na po meczu”. Praktycznie od razu, gdy podopieczni Franciszka Smudy powolnym krokiem zaczęli opuszczać murawę, do płota / na płot skoczyła niemała grupa energicznych kibiców RTS-u, podsumowując postawę ciągnącą się przez ostatnie kilka tygodni. „Indywidualnie” podszedł porozmawiać bramkarz Patryk Wolański, pokornie wysłuchując, że „co mecz nam jakąś bramę zawalasz”, dyskutował i Franek Smuda, a gdy drużyna skierowała się ku szatniom, na do widzenia otrzymała ironiczne brawa, które zwieńczyło „Kurwa mać, Widzew grać”.

416

420

I choć Władcy Łodzi wskoczyli na pierwsze miejsce w tabeli, przyglądając się z boku można odnieść wrażenie, jakby w szeregach czterokrotnego mistrza kraju zaczynało brakować powietrza…

WIĘCEJ ZDJĘĆ:

https://odmeczudomeczu.wordpress.com/2017/10/29/galeria-polonia-warszawa-widzew-lodz-28-10-2017/

GALERIA: Polonia Warszawa – Widzew Łódź 28.10.2017

Hokejowe derby Katowic na niebieskim terenie

Naprzód Janów – GKS Katowice 3:9 (2:2, 3:5), Polska Hokej Liga, 24.09.2017

6842

Filmowe zapowiedzi i mobilizacja w niebieskich szeregach, by wspomóc drużynę z Janowa w hokejowych derbach Katowic, przyniosły zamierzony efekt i niedzielnego popołudnia Jantor praktycznie w całości został zapełniony.

6911

Przed meczem w okolicy hali panował spokojny sielankowy klimat, a wszystkim gromadzącym się kibicom humory poprawiła wygrana Ruchu w Siedlcach. Akurat gdy w końcówce padały zwycięskie gole, sporo osób stało w kolejce do wejścia, w odpowiedzi na dobre wieści tłum zaintonował „Ruch, Ruch, HKS!”, co jeden umiarkowanie trzeźwy jegomość bez barw skwitował tyle podświadomym, co donośnym „Chorzowskie(…)”, aczkolwiek dokończyć nie zdążył, zawstydzony tuzinem skupionych na sobie spojrzeń i groźbą towarzyszki, że zaraz zostanie zawrócony do domu.

6862

Trybuna została bardzo dobrze oflagowana: pojawiły się zarówno płótna Niebieskich Katowic (PiotRowice44, Giszowiec i Szopienice), dwie fany Mysłowic (Szajka Śródmieście + wyjazdówka), jak i flaga Unii Oświęcim, i oczywiście dwie Naprzodu.

6861

6864

Przez cały mecz po Jantorze niósł się głośny doping, do którego nierzadko dołączała pozostała część hali. Jasna sprawa, że od czasu do czasu repertuar urozmaicały bluzgi, np. „Od kutasów”, GTSK czy „44”.

6852

6899

Na początku drugiej tercji zaprezentowana została sektorówka w barwach, z wizerunkiem eleganckiego świniaka z cwaniackim ryjem i hasłem odnoszącym się do podziału publicznych środków – „NIEUCZCIWA MIASTA TAKTYKA, FAWORYZOWAĆ JEDNYCH, LEPSZYCH UNIKAĆ”.

6845

6874

Mimo że Naprzód bardzo szybko objął prowadzenie 2:0, wyżej notowany GKS z minuty na minutę łapał należyty rytm i nie pozostawiając złudzeń, dość pewnie zwyciężył w derbach.

Odra i Polonia na Bukowej

GKS Katowice – Odra Opole 1:1 (0:0), 6. kolejka I ligi, 27.08.2017

Pierwsza po ponad dziewięciu latach wizyta Odry na Bukowej zapowiadała się bardzo ciekawie, kilka dni przed meczem kibice Gieksy zwołali specjalną naradę, mającą na celu zapełnienie blaszoka, goście dysponowali pulą 500 biletów, a swój przyjazd zapowiedziała również delegacja zaprzyjaźnionej z opolanami Królowej Śląska.

9ks

W sektorze gości zameldowało się ok. 330 osób, z czego 120 stanowili Poloniści, którzy – podobnie jak w marcu 2016 przy okazji meczu GKS-u z Arką – do Katowic przybyli tramwajem.  Na odcinku między przystankiem „WPKiW Wesołe Miasteczko” a Bukową doszło do małej wymiany zdań między Gieksiarzami a bytomianami, na co przesadnie energicznie zareagowała prewencja, ściągając posiłki z całej okolicy, a później już tylko odbezpieczona broń i seria huków z gładkolufowej, w wyniku których jeden z chłopaków, niezaangażowany w całe zamieszanie, został trafiony w oko. Absolutnie precedensowa sprawa, żeby tak poważnie z ręki mundurowego bezmózga naruszono zdrowie osoby, która po prostu stała w kolejce do kasy. Oczywiście „incydent” nie obył się bez reakcji osób będących jeszcze pod stadionem, natomiast ci, którzy byli już na trybunie – zarówno po stronie gospodarzy, jak i gości – odśpiewali „Zawsze i wszędzie (…)”.

klatka

Przyjezdni powiesili flagi „ŚRÓDMIEŚCIE”, „OKS ODRA OPOLE”, zgodową „BLUE REDS FOREVER Odra & Polonia” i trans „STEFAN PDW”, widziany wcześniej na bytomskim Olimpie.

Po stronie gospodarzy faktycznie dopisała frekwencja, a oprócz resztek starego oflagowania, pojawiły się nowe płótna „CRAZY BOYS”, „FORZA GIEKSA” i „PSEUDOKIBICE”.

blaszok

flagibok

Gdy tylko blaszok pozdrowił zgody (a w szczególności jedną z nich), z klatki automatycznie poszła riposta „Jebać żaboli”, a także popularna w ostatnim czasie, w szeregach wrogich zabrzanom ekip, przyśpiewka „Wy jesteście kurwy z Zabrza”. Można było wyczuć, że goście chętnie ponadawaliby na takich właśnie falach trochę dłużej, aczkolwiek Gieksiarze jak to Gieksiarze, poza pojedynczym „Jebać Odrę i Polonię”, skupili się przede wszystkim na wspieraniu grajków, dając do zrozumienia, że przyszli na swój mecz, nie Odry.

Z piłkarskiej strony spektakl na marnym poziomie, totalnie do zapomnienia, w końcówce podopieczni świetnie znanego w Katowicach trenera Smyły objęli prowadzenie, co – wydawało się – zamknie mecz, natomiast w doliczonym czasie gospodarze doprowadzili do wyrównania. Piłkę w siatce po rzucie rożnym umieścił stoper Tomasz Midzierski, który jeszcze kilka miesięcy temu reprezentował barwy Miedzi, gdzie mimo statusu obrońcy, zasłynął z umiejętności finalizowania kornerów. Podobno gol nie powinien zostać uznany, bo gdzieś tam ręka była, ale mniejsza.

koj

Michał Koj wpadł wesprzeć zgodę

Emocje w końcówce na chwilę pozwoliły mocniej ożywić się trybunom, po końcowym gwizdku obie drużyny dostały od swych sympatyków brawa za walkę, aczkolwiek można było odnieść wrażenie, że uśmiechy na twarzach katowickich kibiców, po remisie z beniaminkiem, są trochę na wyrost. Jak stwierdziło kilku „ekspertów”, gdyby tylko Odra zdecydowała się zagrać trochę odważniej i nie oddawać aż tyle pola, prawdopodobnie wywiozłaby z Bukowej 3 punkty.

Gdybanie. Tak czy kwak nie da się ukryć, że oba kluby będą liczyć się w walce o czołowe lokaty.

Ruch na zakazie w Bielsku

Podbeskidzie Bielsko-Biała – Ruch Chorzów 1:0 (1:0), 5. kolejka I ligi, 22.08.2017

1 psy1

Wyjazd do niedalekiego Bielska jak zawsze cieszył się w niebieskich szeregach sporym zainteresowaniem, a mimo zakazu Ruchowi udało dogadać się z rywalem, który przekazał pulę 1000 biletów. Zapisy ruszyły dwa tygodnie przed meczem, tysiak szybko się rozszedł, domówiono kolejne wejściówki, a niemało osób kupowało bilety również w dniu meczu pod stadionem.

0 jurand

Już na długo przed pierwszym gwizdkiem Jurand, gdzie kibice gości zostawili swoje środki transportu, a który na co dzień jest wizytówką BKS-u (tzw. Banda spod Juranda), całkowicie opanowany został przez Niebieskich i Wiślaków z (sąsiadujących z Bielskiem) Czechowic-Dziedzic, gaszących pragnienie i czekających na wiatr co rozgoni nieprzyjemną aurę.

1 psy2

3 mlyn ruch

Ogólna liczba głów w sektorze gości wyniosła ok. 1700, może trochę więcej, a ogrodzenie ozdobiły m.in. flagi „Ruch Chorzów”, „Ultras Niebiescy”, „Special Guests” i „TO MY NARÓD ŚLĄSKI”. Doping jak zawsze na wysokim poziomie, w który parę razy wpleciono epitety skierowane w stronę miejscowych.

2 mlyn tsp

Po stronie Podbeskidzia raczej marna frekwencja na neutralnych sektorach (naprawdę to było 6400, jak podało 90minut.pl?), a w młynie standardowo stanęła ok. setka fanatyków, którzy powiesili flagi „PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA”, „95” i „Good night left side”, i jak na swój potencjał prowadzili bardzo solidny doping przez całe spotkanie.

Jednym z ciekawszych momentów był ten, w którym Niebiescy chwilowo zamilkli, będąc autentycznie zainteresowanymi, jak zakończony zostanie fragment dopingu rozpoczęty okrzykiem „O Podbeskidzie, ten mecz musimy wygrać”, natomiast po trzecim „Wygramy wygramy wygramy”, młynowy TSP speszył się i ucichł na odrobinę dłuższy czas, co wywołało szczere rozbawienie w sektorze gości. Podobnie jak w doliczonym czasie, gdy gospodarze na dwie strony wykonali „Ruch – co? – jeden zero”.

4 rekin

Piłkarsko patrząc, widowisko stało na tragicznym poziomie zarówno ze strony Ruchu, Podbeskidzia, jak i sędziego głównego. Po golu z rzutu karnego, bielszczanie zasłużenie – mając na uwadze pierwszą połowę – sięgnęli po trzy punkty, a po zmianie stron, gdy dominujące Podbeskidzie oddało trochę pola, Niebiescy kompletnie nie mieli pomysłu na atak pozycyjny, a prawie każda wrzutka kończyła się gdzieś w pokrzywach.

6 mecz

W Chorzowie dalej poniżej zera, natomiast Stomil, który jako jedyny w pięciu kolejkach schodził z boiska po meczu z Ruchem na tarczy, wygrał 2:0 z będącymi jednym z głównych kandydatów do awansu Tychami. Bądź tu mądry, pierwsza liga styl życia 🙂

GKS Tychy – Bytovia

GKS Tychy – Bytovia Bytów 1:0 (1:0), 4. kolejka I ligi, 19.08.2017

4

2

Choć pewne rzeczy chwały nie przynoszą…

Po przyzwoitym meczu z dwóch stron i szybko strzelonym golu, tyszanie pokonali lidera zaplecza ekstraklasy, na dobre zadomawiając się w czubie tabeli i pokazując tym samym, że letnia polityka transferowa i podbieranie wiodących postaci okolicznych rywali (Abramowicza z Katowic, Matusiaka i Fidziukiewicza z Sosnowca, Ćwielonga z Ruchu – choć tu oczywiście nie bezpośrednio) to nie żadne mrzonki czy żarty.

3

Wyjazdowo fc Lechii oczywiście zaliczył zero, zatem klatka pozostała pusta, a ogólna frekwencja ukształtowała się sporo poniżej tyskiej przeciętnej – ok. 4300 widzów. Mimo tego, doping przez całe spotkanie stał na dobrym poziomie, a oprócz standardowego repertuaru, zarówno w pierwszej jak i drugiej połowie, wzniesiono okrzyki mobilizujące do zbliżającego się niedalekiego, aczkolwiek pierwszego po cholera wie ilu latach, wyjazdu do Chorzowa. Ponadto – też w wycieczkowym klimacie – na trybunie prostej zawisł trans „22.08 DAWAJ Z NAMI DO OLSZTYNA”.

1

Co do piłkarskiej strony spektaklu, w ekipie gospodarzy na duże wyróżnienie zasłużył 20-letni skrzydłowy Dawid Błanik, a trzeba też wspomnieć, że w ostatnich sekundach doliczonego czasu, ni z tego ni z owego, bez spalonego, mniej więcej na piątym-szóstym metrze, piłkę dostał murzyn z Bytovii, który zamiast jak człowiek (będąc nieatakowanym) odwrócić się i przymierzyć, wygiął się i spróbował przewrotki. Nie trafił w piłkę, publika Stadionu Miejskiego zareagowała szczerym śmiechem, a gwizdek sędziego zabrzmiał po raz ostatni.

Pierwszy wyjazd Polonii Bytom w nowej rzeczywistości

GKS II Tychy – Polonia Bytom 1:2 (0:0), 2. kolejka IV ligi, 19.08.2017

Pierwszy wyjazd w nowej rzeczywistości kibicom Królowej Śląska przypadł na całkiem ciekawy teren, do Paprocan, gdzie Polonię podejmowały rezerwy tyskiego GKS-u. Natężenie ruchu w okolicy z pewnością było większe niż zazwyczaj, a ciężko dokładnie oszacować liczbę, w jakiej Poloniści przybyli do Tychów, z racji że niebiesko-czerwone symbole widoczne były na każdym kroku.

1

Choć bez oflagowania, bytomianie na dalszym od wejścia skraju trybuny uformowali młyn, tworzony przez jakieś 120-150 głów nieprzypadkowego składu. Ponadto, pochmurne sobotnie przedpołudnie w Paprocanach zdecydowało się spędzić niemało kumaterii z Tychów, wśród których widoczne były np. osoby znane z kręcenia dopingu, a w różnych miejscach otaczających boisko, mieszały się barwy obydwóch klubów.

3

Trzeba przyznać, że spośród wszystkich ekip na Śląsku, niewątpliwie GKS Tychy i Polonia żyją ze sobą najlepiej, bez animozji, czego dzisiejszy mecz był potwierdzeniem. Zero krzywych spojrzeń, tu i ówdzie normalne, przyjazne międzymiastowe rozmowy…

Przez zdecydowaną większość meczu goście prowadzili dobry doping, wśród którego nie zabrakło oczywiście miejsca na „Polonia nigdy nie zginie” czy „W żadnej lidze ja Polonii się nie wstydzę”.

4

Piłkarsko patrząc, mecz rozkręcał się bardzo powoli, niemrawe pierwsze czterdzieści pięć minut nie przyniosło goli, a Polonia wciąż pozostawała z zerem z przodu na piątym szczeblu rozgrywkowym, co tym bardziej wyglądało na coś „nie po kolei”, że mając takich zawodników jak Markowski, Szyndrowski, Lachowski czy Kowalczyk, w czwartoligowych realiach kadra prezentuje się co najmniej okazale.

Pierwsi (około 68. minuty) użądlili gospodarze, praktycznie chwilę po wznowieniu Arkadiusz Kowalczyk, wykorzystując sytuację sam na sam, doprowadził do wyrównania, a w przedostatniej minucie regulaminowego czasu gry, wynik na 1-2 fantastycznym strzałem w okienko ustalił Szymon Wojtkowiak.

Ostatni gol zasługuje na szczególną uwagę, z racji że zdobyty został przez wychowanka dopiero rozpoczynającego przygodę w seniorskiej piłce, któremu nieobce jest środowisko kibicowskie, a gdy tylko zafalowała siatka, podbiegł do swojego taty, który nawet nie starał się ukryć wzruszenia. Widok poruszający nawet najbardziej zatwardziałe kibicowskie serca 🙂

2

Zaraz po tym, z młyna Polonistów niosło się wymowne „Już od małego, od maleńkiego, uczył mnie ojciec co ważne w życiu jest”…

Ten mecz był czymś w rodzaju potwierdzenia słów nawijanych przez Setę „Czy pierwsza liga, czy ekstraklasa, każdemu koło chuja to tu lata” – ważne, by nie było nudy i było dokąd i za kim jeździć.

POLONIA NIGDY NIE ZGINIE!

Pierwsza wygrana Gucia: Ruch-Stomil

Ruch Chorzów – Stomil Olsztyn 3:1 (2:0), 4. kolejka I ligi, 18.08.2017

Wiadome było, że przed Ruchem bardzo ciężki sezon, a szczególnie blado zapowiadały się ligowe boje rozgrywane przed 15-tym sierpnia, do kiedy na Niebieskich ciążył zakaz transferowy.

No i faktycznie, w pierwszych trzech meczach chorzowianie musieli uznać wyższość rywali, aczkolwiek chłodne przyjrzenie się sytuacji nasuwało pytanie, czy naprawdę mając w kadrze takich zawodników jak Arak, Nowak, Przybecki czy Urbańczyk, o Hrdliczce w bramce nawet nie wspominając, drużyna nie jest w stanie być chociażby jednym z tych trochę słabszych przeciętniaków.

Spotkanie ze Stomilem było z gatunku „może by tak w końcu zapunktować?” – czerwona latarnia niezmiennie pali się na minus pięć, kilku nowych zawodników zgłoszonych do gry, przyjezdni z Warmii aktualnie do najwyższej półki nie należą, również mają swoje problemy organizacyjne…

Dzień przed meczem w Chorzowie znów wybuchła (trudno zliczyć która to już w ostatnich latach) bomba, przesądzone zostało, że odejdzie Arak, a nie wnikając w szczegóły – część zawodników (niby) może rozwiązać kontrakty z winy klubu.

legenda

Rzeczywiście, w osiemnastce meczowej zabrakło Araka, którego zastąpił jeden z nowych nabytków Vilim Posinković, a oprócz wspomnianej zmiany w ataku, w barwach Ruchu zadebiutowało dwóch młodych byłych legionistów – na lewej obronie Hołownia, na defensywnej pomocy Zawal.

Od początku Niebiescy prezentowali lepszą organizację gry niż goście, zbierając piłki w środku pola (bardzo dobry występ Urbańczyka), po czym uwidaczniały się dziury na skrzydłach, co w końcu, po sprawnym sfinalizowaniu ataku przez Posinkovicia w 23. minucie, przyniosło prowadzenie. Niedługo później na 2:0 podwyższył Przybecki i po pierwszej połowie trudno było wyobrazić sobie, by cokolwiek złego miało piątkowego wieczoru przydarzyć się ekipie prowadzonej przez trenera Warzychę.

Żeby przypadkiem nie było za spokojnie i za piknikowo, tuż po zmianie stron drugą żółtą kartkę ujrzał Zawal, co dla Stomilu było impulsem, że może jeszcze nie wszystko stracone. Kwadrans później – kolejna woda na młyn dla olsztynian – mając okazję na praktyczne zamknięcie wyniku, Bartosz Nowak w poprzeczkę uderzył z rzutu karnego.

IMG_6663

Mimo kilku sytuacji, mało jakości cechowało poczynania ofensywy Stomilu, a wprowadzony w przerwie Paweł Abbott (którego dzięki pustym trybunom ominęła seria pozdrowień) wyglądał, jakby wyszedł sobie pokopać na placu z karlusami. W 84. minucie, po rzucie rożnym, przy których akurat przyjezdni byli wyjątkowo groźni, dzięki główce kapitana grawitacji Pawła Baranowskiego (co w barwach niejednego klubu Ekstraklasę żegnał), padł kontaktowy gol, a trzy minuty później, rezultat na 3-1 ustalił osiemnastoletni skrzydłowy Kamil Słoma, który z perspektywy wszystkich występów, jak najbardziej na trafienie zasłużył. Tak jak i Ruch zasłużył na pierwszą ligową wygraną, a po stronie plusów zdecydowanie można zapisać świeżą krew w ataku – gra tyłem do bramki, walka w powietrzu itd.

Jak już zostało wspomniane, mecz odbył się bez udziału publiczności, ale trzeba dodać, że wyraźnie słyszalna była grupa Niebieskich, którzy zebrali się przy jednej z bram od strony trybuny krytej.

Co ciekawe, piątkowego poranka jeden z kumaczy dość blisko związanych z Ruchem opowiedział, że śnił mu się ten mecz, a Niebiescy wygrali 2:1 (2:0), kończąc zawody w dziewięciu. Blisko, blisko…

Górnik Zabrze – Arka Gdynia

Górnik Zabrze – Arka Gdynia 1:1 (0:0), 5. kolejka Ekstraklasy, 13.08.2017